wciąż nie lubię świąt. już w ogóle nie czuje świątecznego klimatu. może dlatego, że jestem daleko od domu. tylko, że teraz tu jest mój dom i moja rodzina. te słowa mojej s., że teraz l. i d. są moją rodziną bardzo mi zapadły w serce. te jedne z niewielu tych dobrych słów. no więc jestem tu, na mojej szczęśliwej wyspie, razem z moją szczęśliwą rodziną i powinnam żyć długo i szczęśliwie. niczym w bajce. a jednak nie, bo płaczę i czuję że przygniatam sama siebie ciężarem swoich czarnych myśli. wciąż, ciągle i nieprzerwanie jestem tą samą małą dziewczynką, która chce uciec z misiem w sen.
kończy się kolejny rok. za chwilę skończy się 29 rok mojego życia. jestem zakochana (a jednak wciąż! zakochana), jestem matką (o matko!) i mieszkam nad morzem. czekam wiosny, gdy pierwszej cieplejszej niedzieli pojedziemy w trójkę na plażę.
zakończyłam pewien rozdział. skończył się happy-endem. podobno w życiu następują po sobie 7-mio letnie dobre i złe okresy. teraz czekam na ten lepszy.
po raz pierwszy w życiu czuję się ze sobą dobrze.
bo, częściej się uśmiecham. bo, instynktownie budzę się na sekundę przed tym, jak otwiera drzwi do mieszkania.
i czasami jest tak jak dziś. myślę, by rzucić przeszłość i tak po prostu wstać jutro i budować wszystko od początku. siebie. z nim.
jestem tu, w moim kolejnym rozdziale życia. nie przygotowałam się do niego wystarczająco dobrze, nie byłam na niego gotowa. nie potrafię odkreślić wszystkiego czym byłam do wczoraj, grubą czarną kreską i budować siebie od nowa, zaczynać od początku. brakuję we mnie radości, więcej u mnie smutku, tego co boli i wypełnia mnie całą łzami.
wobec całego świata moja postawa jest bierna, dostosowuje się do przypadków losów. paniczny lęk przed możliwością niekochania mnie i brak chęci wskrzeszenia jakiegokolwiek działania powoduję, że spadam ciągle po równi pochyłej. a przecież jest to co najważniejsze we mnie, w moim życiu. jestem zbyt dumna albo słaba, żeby walczyć o wszytko.
nie umiem walczyć.
niegdy nie czułam tego spokoju i bezpieczeństwa, gdy leżymy przed telewizorem i oglądamy film.
wiosna w Kornwalii podobno przychodzi najpóźniej w całej Anglii.
zostaw komentarz